![]()
tenczas
21.04.2011 :: 21:25 Komentuj (1)
Z roku na rok czuję się coraz bardziej. Niekochana.
20.03.2011 :: 16:56 Komentuj (3)
Nie, tak naprawdę to nie jest lepiej. Może tylko ja mam do tego inne podejście. Od dziś.
Kilka słów wyjaśnień... Stary-nowy kolega doczekał się spotkania. Dostałam kolczyki, na szczęście nie zaręczynowe :P Ale upewniłam się tylko w przekonaniu, że to na pewno nie jest TO, i że właściwie z mojej strony może liczyć tylko na kumplostwo, nawet nie na przyjaźń... Zabrzmiało brutalnie, ale on ma w sobie coś, czego po prostu się boję. Nie potrafię sprecyzować co, ale coś mnie w nim przeraża.
26.02.2011 :: 09:50 Komentuj (1)
Obawiam się, że albo rozpierdolę imprezę młodszej siostry, albo skończy się wszystko wielką awanturą. Było miło, zrobiło się średnio. Jak zawsze. Czuję się jak przed weselem mojej drugiej siostry. Wszyscy nagle dostali pierdolca.
A ja mam ochotę płakać i krzyczeć jednocześnie. W takich chwilach brakuje mi Krzyśka.
Gdyby nie to, że stan mojego konta przedstawia się opłakanie to spakowałabym aparat, laptopa i uciekłabym z domu.
Ostatnio boję się tylko tego, że nie znajdę tej pieprzonej pracy i tak zostanę. Przynieś, podaj, pozamiataj. Bo ona jest zmęczona, a ona przecież jest gościem. A ja przecież i tak zawsze "obijam się", albo "nic nie robię".
Bo tak naprawdę czasami mam wrażenie, że nikogo na tym świecie nie obchodzę.
18.02.2011 :: 20:38 Komentuj (4)
Nowy - stary kolega chciał się spotkać. Od czasu powodu nr 2, na słowo spotkanie mam ochotę pakować łopatkę i przenosić się do innej piaskownicy. Na szczęście na uczelnię jadę dopiero za dwa tygodnie, więc pomyślałam sobie, że do tego czasu zapał mu zwyczajnie przejdzie. Pro forma rzuciłam tylko luźno, że jak mu się nie chce tyle czekać, to zawsze on może przyjechać do mnie. Chciał. Tu sytuacja skomplikowała się bardziej. Bo o ile początkowo podobał mi się ten pomysł, o tyle z każdą chwilą rozmowy zaczynałam dochodzić do wniosku, że jednak niekoniecznie teraz powinniśmy wprowadzić go w życie, nie w ten weekend, nie w tym czasie. Wczoraj kolegę więc spławiłam, wymyślając całkiem wiarygodną wymówkę, a ten dziś w południe mi się oświadczył. Coś jednak jest w tym, że im częściej mówisz nie, tym bardziej ich to kręci...
p.s. no i co ja mam z tym fantem zrobić?
16.02.2011 :: 19:08 Komentuj (3)
Tik, tik, tak. Przeskakujące wskazówki zegarka zakłócają ciszę. Miało być prościej, a zagmatwało się jeszcze bardziej. Dopiero co, w niewyjaśnionych okolicznościach zakończyłam jeden związek a tu już szykuje się następny. To za dużo dla mnie, za szybko. Sama już nie wiem, czy tego chcę. Czy na pewno dobrze robię pozwalając mu zbliżyć się do siebie, wypowiadać te wszystkie słowa-klucze.
Pod koniec ubiegłego roku wszystko w moim życiu nabrało rozpędu, jakby chcąc nadrobić stracony czas. A ja zamiast otwierać się na te "nowe możliwości" przybieram pozę gruboskórnego nosorożca. Staję się nieufna przy każdym komplemencie, czy słowie uznania. Nie wierzę w to, w szczęśliwe zakończenia, w miłość aż po grób, w udane związki. Już nie.
11.10.2010 :: 20:26 Komentuj (0)
Niech mnie ktoś stąd zabierze... :(
20.10.2009 :: 18:56 Komentuj (0)
Słucham tych dziwnych sygnałów, jakie towarzyszą połączeniom z "egzotycznymi" zakątkami naszego świata i tak naprawdę nie dociera do mnie fakt, że gdybyś tylko nacisnął zieloną słuchawkę znów mogłabym Cię usłyszeć. To jest dla mnie bardziej nierealne niż wtedy, kiedy dzwoniłam do Ciebie pierwszy raz, te prawie cztery lata temu... Nie wiem, czy jestem gotowa...
05.09.2009 :: 12:02 Komentuj (2)
To zabawne, ale nawet we śnie nie umiem Ci wytłumaczyć jak bardzo skomplikowane i proste jednocześnie, są moje uczucia do Ciebie...
Kiedy ostatni raz wyjechałeś tak daleko, paradoksalnie stałeś mi się bliższy. I kiedy wczoraj, w czasie rzeczywistym, chociaż godzinę do przodu i kilkaset tysięcy kilometrów dalej, zamrugałeś mi zielonym znaczkiem na komputerze zwyczajnie się wzruszyłam.
23.05.2009 :: 20:27 Komentuj (1)
Na szczęście (?) wszystkie moje znajomości z facetami, którzy mogliby kandydować na mojego potencjalnego kandydata na męża są takie same: intensywne, ale krótkie i właściwie kończą się zanim tak na dobrą sprawę się zaczną.
Na szczęście (?) zawsze żeby przegryźć je w sobie rzucam się w wir pracy - tym razem odwaliłam 50 stron pracy magisterskiej i dzięki temu jestem bliżej końca niż prognozowałam jeszcze miesiąc temu.
Na szczęście (?) dość szybko zbieram się do kupy i w sobie po takich "przygodach"...
06.05.2009 :: 16:20 Komentuj (1)
Nie miała baba kłopotu poznała faceta.
O masz Ci los, teraz może być już tylko gorzej :P
archiwum
2011kategorie
linki
Mon